W miarę jak opracowujemy kolejne wersje layoutu, jak zmieniamy ilustracje, zdjęcia, fonty, rosnie wielkość pliku InDesigna na dysku.

Taki plik potrafi się zrobić bardzo opasły. Najlepszym zwyczajem będzie eksport gotowego (lub prawie gotowego) projektu do pliku IDML (lub INX jeśli używacie CS3 lub wcześniejszych wersji) a następnie otwarcie tego pliku w InDesign i zapisanie go jako indd (do dalszej pracy). W ten sposób mój plik z książką nad którą ostatnio pracowałem „stracił na wadze” 231 MB – z 398 do 167 MB.

Jeżeli to jest nadal zbyt dużo, trzeba zastanowić się nad dopracowaniem materiałów źródłowych. Na przykład zdjęcia. Indesign do swoich potrzeb tworzy podgląd zdjęcia fizycznej wielkości oryginału (np. 21×30 cm) ale w rozdzielczości 72 dpi. Tak więc prewka zdjęcia 6 Mpx (1200×1800), które w rozdzielczości 300 dpi ma rozmiary pocztówki, będzie dużo mniejsza niż tego samego zdjęcia w rozdzielczości 72 dpi (wtedy będzie ono miało rozmiary formatu A2!). Warto więc zadbać, aby zdjęcia wprowadzane do składu miały rozdzielczość 300 dpi (odpowiednią do druku), zmniejszając przy tym rozmiary fizyczne.

Podobnie pliki EPS. Jeśli przy imporcie, w opcjach, wyłączymy generowanie pdoglądu, program skorzysta z podglądu zawartego w pliku grafiki (o ile taki jest) w layoucie. Jeśli plik EPS nie zawiera prewki – nie będzie widać co zawiera, dopiero włączenie podglądu w pełnej jakości.

Kolejną, dyskożerną funkcją InDesign, jest zapisywanie podglądu wraz z plikiem INDD. Domyślnie włączona, powoduje wygenerowanie podglądu pierwszej strony/rozkładówki, na potrzeby podglądu dokumentu w… no właśnie gdzie? Chyba jedynym programem który z tego skorzysta jest Bridge. No i sam InDesign. Jeśli jednak nie potrzebujemy takiego podglądu, bo np. umiemy odpowiednio czytelnie nazwać pliki, warto to wyłączyć.

Categories: dtp

ryplay

Urodziłem się i wychowałem w Poznaniu. Z zawodu technik, w głowie rzemieślnik a w sercu – artysta…